Blok           All-d


Proces



kiedyś pewnie wrócę. najpewniej wtedy kiedy zacznę coś ze sobą robić, kiedy zacznę coś z siebie czerpać, kiedy znowu będę miała jakieś plany.
Kiedyś pewnie wrócę. najpewniej jak się skończy okres bezużyteczności, bezsensowności i bezcelowości. a zatem : nieszczęśliwa do odwołania.
Nieczynna do odwołania.

tapis_volant@op.pl ; 1026017



cd...n?



Ulic jest sto tysięcy w tym mieście. Gdzieś jedziemy przecież razem, do punktu, ktory ma długośc i szerokość.
Tutaj jest tyle znaków i zakrętów, tyle spraw do rozwikłania. Jedziemy razem, znasz drogę, bo przecież żyjesz trochę dłużej w tej sieci problemów.
Ulic jest tutaj tyle, że nie wiem gdzie jesteśmy. Ja się w tym mieście zawsze gubię, ja w tych niuansach jestem bezradna. Jedziemy razem, to dobrze.

Czasem śni mi się, że się budzę w samochodzie i wcale cię nie poznaję. Że jesteś inny, że to nie ty siedzisz obok. czasem się budzę, ale to nie ty zapinasz pasy, nie ty zapalasz silnik. Czasem mi się śni, że ktoś mnie pyta: dokąd jedziemy?

Nie daj mi się.
Odliczam ile kroków od siebie moge odejść. Ze sobą chyba rozstać się najciężej. Jestem ze sobą jak w starym małżeństwie, jak w układzie scalonym na wieki.
Jestem ze sobą bo tak wyszło w toku życiowych pomyłek, bo tak sie utarło, tak się powiedziało. I kiedy zasypiam mogę się łudzić, że rano nas tutaj nie będzie i wreszcie nie obudze sie koło siebie.
wrogowi bym siebie nie życzyła.
nie zostawię cię tutaj samego. nie zostawię z tym tak dobrze rozpoczetym dniem, który się rozmywa w mętnym popołudniu.
nie zostawię cię tutaj samego, nad rozpoczętym chlebem, nad niedopitą kawą. nie zostawię cię w punkcie niejasnym i nieznanym, na ulicy w obcym mieście. nie zostawię cię kiedy bezbronny będziesz układał się do snu.
ale ty mnie zostaw jakby nigdy nic, w połowie zdania. ty mnie zostaw nad ranem kiedy jestem najbrzydsza. zostaw mnie wieczorem kiedy jestem zbyt senna. zostaw w środku dnia bo nie jestem zbyt dobra.
rozsypana w drobny mak.
Dziś zaczynam pisać swoja powieść dworcową. Powieść wymaga konstrukcji, ja wymagam sensu. Dlatego właśnie szukam jakichś punktów, na których mogłabym oprzeć te wszystkie historie, które się we mnie splatają.
Widzisz te małe ślady na moim ciele, które skrupulatnie liczę i zaznaczam. To ślady choroby. Myślałam, że mam ja już za soba, ale choroba czeka tylko na dobre warunki by wybuchnąć naprawdę, by mnie ogarnąć całą i aż do śmierci.
Te małe ślady na moim ciele, swędzące pęcherzyki problemów i kłopotów, małe krosty wspomnien i żalu, które rozdrapuję. Te małe pęcherzyki z najcieńszej skóry, pod którą nabrzmiewają przyszłe problemy.

Dziś zaczynam pisać swoją powieśc o sobie. Oglądam moje ciało i łączę wszystkie czerwone ślady na moim ciele, cały dotyk, po kolei wszystkie miejsca, w których byłeś. Łączę te wszystkie ślady w zawiłą sieć fabuły, w skomplikowany wątek niewyjasnionych spraw.

Nie wiem gdzie się zaczęłam. nie mogę rozplątać środka. nie widzę swojego końca.

Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy w pierwszej chwili.
z metra

gdybyś mnie kiedyś zapytał... mówię od razu: że nie wiem.
Siebie wzdłuż i wszerz moglibyśmy przejść. Żebyśmy tak tylko mieli poczucie, że się nie skończymy.
rozczochrana, leniwa, marudna.
sny za krótkie i nie we właściwym czasie. Ciągnie się za mną przykurzone zdjęcie, wyblakła skóra i tęsknota za słodkim i leniwym. Przede mną otwiera się pustka. Fabuły snów kończą się przed świtem. Nie ma po co spać.
doing nothing

Nie wiesz jak ciężko tutaj wytrzymać. nic nie robię ze sobą, tylko za własnymi plecami knuję przeciwko sobie. W ukryciu moich snów marzę i czekam.

Z takiego tajemniczego spółkowania ze snami rodzą się zbyt duże oczekiwania w stosunku do rzeczywistości. Wiem o tym. Dlatego tak starannie chowam się w ciemności by dac upust najdziwniejszym snom. nic nie robię ze sobą.
sobie robię tylko nadzieje.
melt

stapiam się z otoczeniem, w jednej szarej kałuży.
nie pij wody z kałuży - tak mówiła nam matka. nie zbliżaj się do mnie - tak mówiłam ja.


tutaj się kończę. nikt tutaj nigdy nie dotarł. nikt nigdy nie przetarł szklaku. tutaj się kończę. czy będzie mi kiedyś dane uwierzyć w nieskończoność?


i can't find my heart....

heartache

czuję się tak, jakby mnie ktoś wydrążył; jakby ktoś wyjadł po cichu cały miąższ z mojego życia, który pulsował dotąd gdy przykładałam rękę do piersi.
czuję się tak, jakbym była w środku zupełnie pusta, jakbym z każdym oddechem zapadała się coraz bardziej. jakbym z każdą minutą znaczyła coraz mniej. miała mniej.
czuje się tak, jakbym nie miała w sobie już nic, żadnych snów.

Skóra się zabliźnia. Serce nie odrasta.

«..she looks at me cold..
Jestem małą sprawą, do załatwienia od zaraz. Ogłoszeniem drobnym,"oddam za darmo", "wymienię".
Jestem notatką dnia powszedniego, przestarzałą rubryką.
Jestem mała sprawą, nieważną, do pominięcia. Sprawą kupna od zaraz i za małe pieniądze. Jestem komunikatem, zdaniem wyciągniętym z kontekstu. Sprawą, którą nikt nie chce się zająć na łamach rzeczywistości.
hide and seek
chora zwierzyna.
Jeszcze czas przecież. Jeszcze tych cudowności, co to je miałam zrobić, nie zrobiłam. Jeszcze tych wspaniałości, co to miały mnie spotkać, nie spotkałam. Jeszcze tych ciastek z kremem...
Chyba potrzebuję sobie zrobić zdjęcia. gorzej się czuję. leczenie.
mogę się tłumaczyć albo siebie przemilczeć. Nie ma o czym mówić.
przed sobą się mogę tłumaczyć na niezrozumiały dla rozumu język. przed sobą opowiedzieć jeszcze raz, jak było, albo skłamać najdziwniejszą historię z sobą samą w tytule.
staję się rozpaczliwa.
W stanie bezwładności obijam się o ścianę kiedy tylko ziemia bierze ostrzejszy zakręt w czasoprzestrzeni. W stanie bezwładności nie bardzo rozumiem co się do mnie mówi. Na szczęście mówi się mało.
tęsknię za niewerbalnym komunikatem twoich ramion. za bezradnym gestem, który będziemy mogli tłumaczyć twoją nieporadnością i moją samotnością.
tęsknię za pretekstem do wyobrażeń, za pretekstem do snucia planów na jutro.
Nieszczęścia nigdy nie chodzą parami. Nieszczęście wcale nie chodzi.
Obejmuje nas mocno kiedy czujemy się najbardziej samotni.
lotos.
wszystko mi się rozwiało.

w katastrofie lotniczej straciłam kilka złudzeń.
Mam jednak taki nawyk i zawsze wyrywam strony z powieści dworcowych i z łzawych romansów, żeby znowu składać swoje plany na przyszłość.
nie mam nic swojego. Zostawiłam dzień po dniu, kawałek po kawałku siebie gdzieś daleko. Teraz dopiero odkryłam, że mnie tutaj nie ma, że wszystko zostało na dnie nierozpakowanych walizek.
Wszystko zostało, a ja wróciłam pusta i naga, ze wstydem bezdomnych i bankrutów.

ciągle pomiędzy. palce między drzwi, cisza między słowami. i ty między innymi.



ani nie jestem, ani mnie nie ma. takie mam właśnie imię, co od każdej strony można i od żadnej. A ja tak lubię kiedy je mówisz i się w nim scalam i siebie czuję dziwnie w twoim głosie.

nasze wspomnienie nie zdąży się zakurzyć. dotykam ciebie codziennie jakbyś tutaj był. dotykam siebie codziennie jakbyś tutaj był.
tylko w mojej głowie jestem u siebie.
chociaż i tutaj czasem pojawia się myśl obca i nie do przyswojenia.
nie mam nic mojego.

Takie to przezabawne, że się silę na jakieś wzniosłości.
mam w planach zostanie kobietą. Mów mi, że się zmieniam, bo ja tego nie widzę. Czasem czuję jak idę w butach na obcasie. Mów mi bo nie wiem kiedy w dziurę w chodniku, kiedy o krawężnik się potknę i skurczę się do moich dziewczęcych rozmiarów.
mam takie plany. Dotykam swojej twarzy. Mam takie plany, tak mi sie wydaje, że mam, że prawie. Mów, że prawie. Nie zmywam makijażu. kobiecość nie śpi.
Tak sobie knuję w głowie. buty przymierzam. tak sobie knuję, ale głowa ciągle kiwa z niedowierzaniem. Mów, że ty wierzysz.


8.07.09

nie wróciłam. jestem tutaj pierwszy raz.
Jestem boleśnie i powoli.



nie można powiedzieć, że wróciłam. Wracam. Ciągle wracam, jestem jeszcze w drodze. Zastanawiam się czy spakowałam szczoteczkę do zębów, czy stanik ulubiony, czy pieniądze... Zastanawiam się czy do dobrego autobusu wsiadłam, czy do dobrego kraju.
Może wcale nie wracam, może ja jestem tutaj pierwszy raz? nie rozpoznaję, nie pamiętam, nie byłam tutaj nigdy.
Mówisz, że jestem u siebie. Co to znaczy u siebie? czy u siebie to u mnie?
Nie wiem, nie pytaj mnie o drogę ani o trudne rzeczy, jestem tutaj pierwszy raz.


«..You ask me where the hell I'm going at a thousand feet per second..
To jest mój okruch, co skruszył się z mojej dłoni dziś rano przy śniadaniu. To jest kropla lukru, która wczoraj wieczorem spłynęła z mojej piersi. To jest plama po kandyzowanej wiśni i ślad po moich ustach. Cała jestem jadalna. Nie pytasz, częstujesz się ciałem co rano.
to jestem ja. piszę o sobie różne dziwne rzeczy, piszę o sobie rzeczy sprzeczne i nieprawdziwe. Piszę o sobie kłamstwa. Chcę żebyś przeczytał je na głos wprost z mojego ciała.
to jestem ja. piszę na swoim ciele, nazywam po kolei siebie, swoje elementy. Składam się z możliwości, z kombinacji, z elementów, które ułożyłeś wczoraj w jedną spójną całość. Ułożyłeś mnie wczoraj, na białej pościeli, w jedno pragnienie, w jedno ciało, w jeden znak zapytania linii bioder i nóg.
Jestem zaprzeczeniem i zapytaniem. Jestem możliwością i końcem.

dopada m nie nieraz senność, słoneczne znużenie wczesnym popołudniem, kiedy słońce kładzie się na mnie płasko i nieprzezroczyście. Dopada mnie senność lepkich godzin, które splatają znużone chwile w jeden ciężki warkocz letniego popołudnia.
dopada mnie senność, nikogo nie ma obok, samotny sen o podróży.
praży się paryż.

sennosc

wrócę tu. czas. i zmienię co trzeba bo tu mi się nudzi.


Kruszę się na kawałki. Czy to są właśnie gwiazdy?

starring
starring

Nie ma po co sięgać gwiazd. Nie ma po co rąk wyciągać w swoją stronę.

"Terminem supernowa określa się kilka rodzajów kosmicznych eksplozji, które powodują powstanie na niebie niezwykle jasnego obiektu, który już po kilku tygodniach bądź miesiącach staje się niemal niewidoczny. Istnieją dwie możliwe drogi prowadzące do takiego wybuchu: w jądrze masywnej gwiazdy przestały zachodzić reakcje termojądrowe i pozbawiona ciśnienia promieniowania zaczyna zapadać się pod własnym ciężarem, lub też biały karzeł tak długo pobierał masę z sąsiedniej gwiazdy, aż przekroczył masę Chandrasekhara, co spowodowało eksplozję termojądrową. W obydwu przypadkach, następująca eksplozja supernowej z ogromną siłą wyrzuca w przestrzeń większość lub całą materię gwiazdy."/wikipedia

Szybko blednę gdy zapalasz światło.

Kiedy nie mam powodów do snów długich i przejrzystych, nie śpię.

Jutro ufarbuję włosy. Pojutrze zacznę nosić sukienki. Za tydzień będę trzymała się prosto. Za dwa. za trzy. Nie dzisiaj.
Nie mogę poczuć się kobieco. Może to wpisane jest w moją naturę? Może potrzeba czasu. Może ciebie potrzeba. Może za dwa tygodnie, może za trzy.

Nie możemy liczyć na nic więcej. Tylko na chwilę szczerości przed snem. Ja zmywam swój makijaż. Ty też płaczesz.

po

Hej, meet my little friends!
Nie jest to nuda. To raczej szukanie zajęć zastępczych. Wiem, głupota się szerzy w pokoju 607A.
animal planet
Jestem mistrzynią w porządkowaniu rzeczy. Porządkowaniu na chwilę, w ramach rozpoczyniania nowego etapu w życiu. Jestem dobra w rozpoczynaniu nowych etapów w życiu. Już tyle razy, but i\\\\'m pretty close!
Napoczynam się co rano, moje ciało, świeży chleb, który szybko przesiąka codziennością, który czerstwieje wieczorem, które bezdomne sny wyjadają nocą ze śmietników.
Co teraz. Ja pytam się siebie codziennie i sobie nie odpowiadam. A właściwie odpowiadam, ale milczeniem tak przejmującym, że aż się gorzej jeszcze robi w naszych wzajemnych relacjach.
Rano, żeby dzień zacząć jakoś (jeśli już uda mi się siebie przekonać do wstania z łóżka, do napoczęcia nowego dnia) zadaję sobie pytania o siebie. Jak się dziś czuję? Jaka dziś jestem? Pytania są za trudne. Stawiam się w końcu pod ścianą porannych postanowień na cały boży dzień i usiłuję sama ze sobą wywalczyć jakieś plany na przyszłość. Sama sobie zamykam przyszłość do jednego dnia, dalej nie planujemy, dalej nie wychodzimy, bo i tak w okolicach południa jestem już zbyt zmęczona "teraz" by myśleć choćby o krok dalej.

Poczułam się nagle zobligowana do bycia Kimś. No jakże to tak być nikim, jakże to... Miotam się trochę i waham. Nie widzę siebie wcale, nie widzę siebie do przodu, nie potrafię sobie siebie wyobrazić, że do przodu idę, że zbliżam się do czegoś.
W perspektywie obecnej jestem raczej teraźniejsza z tendencją do przeszłości (zamiłowanie do zbieractwa wznawia wszystkie pomysły "gdyby" i "gdybym tylko"). Nie mam za to żadnego powodu na przyszłość, żadnego uzasadnienia żeby do przodu.
Poczułam się... przez chwilę, a to nie zdarza się często. Poczułam się, ale zbyt krótko i powierzchownie by podjąć jakiekolwiek działanie.

Nadal zatem w fazie upadku. w fazie wiszenia. w fazie niewiem-niechcę-i-niemogę.

każdy powinien mieć swój dywan. Każdy powinien mieć dywan w swoim pokoju, pustym i obcym. Każdy powinien mieć kawałek własnego i miękkiego, kawałek pluszowego, który pozwala zmienić pole widzenia, który pozwala stopy zanurzyć głębiej w podłodze.
Każdy powinien mieć swój dywan - powiedział Julian, a my przytaknęliśmy smutno myśląc o brudnych szarych podłogach w nie-naszych mieszkaniach.

Ty byś mi mogła to życie pożyczyć, na jedną noc. mogłabyś mi pożyczyć te sprawy błahe, ale jakże śmieszne, te telefony od fajnych przyjaciół, te włosy spadające niby to przypadkiem na twoje oczy. Mogłabyś mi pożyczyć to życie, te kilka tekstów i śmiech i słowa na miejscu, zawsze coś miłego do powiedzenia.
Mogłabyś mi pożyczyć tę twarz, która oczy przechodniów rozmaśla zupełnie, ten słodki biały telefon, ten uroczy breloczek, ten krok przed siebie i usta nawilżone jak należy.
I może być nawet pożyczyła, młodszej siostrze, dla której masz tyle wspołczucia gdy obie stajemy przed lustrem. Może być pożyczyła, ale wiesz, że wtedy uciekłabym w noc.

Jest druga w nocy. Kładę się. Właściwie jeszcze nie wstałam, właściwie jeszcze się nie obudziłam. Właściwie to ciągle nie zasnęłam, chociaż tego nie jestem pewna. Znasz to uczucie, leżysz w łóżku i nagle sie budzisz, chociaż nie przypominasz sobie żebyś zasnął.
Śni mi się, że chodzę po dziwnych chaszczach, po zagubionych ścieżkach, między wielkimi liśćmi łopianu.
Tak jak tutaj stoje nie pasuję. Jestem za niska dla tych, którzy stoją. jestem za wysoka dla tych, którzy siedzą. Nie pasuję. Kładę się zatem na ziemi, patrzę jak porastam. poziom ziemi ciągle pnie się w górę, albo to ja niżej i niżej. Nie przeszkadza mi to wcale. Jak stoję nie pasuję. Psuję kadry rzeczywistości. Inna sprawa, że wcześniej już były niezbyt ostre. Nad tym trzeba popracować.
Nad sobą trzeba popracować. Trzeba pracować w sobie. Trzeba.
Teraz przejedżam codziennie koło małego królestwa kloszardów, pod mostem, koło Sekwany. Nad słowem "trzeba" zastanawiam się pięć razy, zwłaszcza gdy mówię tak sama do siebie.
Jest druga. ja już nie pracuję o tej porze. Wyłączam się światło po świetle, noga po ręce, palce po głowie. Wyłączam się w coraz ciemniejsze myśli, których rano nie będe pamiętać.
Jest druga. Wyłączam się. Właściwie jeszcze się nie włączyłam. Właściwie jeszcze szukam włącznika. Właściwie jeszcze nie szukam, właściwie dopiero rękę wyciągam... Właściwie jeszcze mnie nie ma, jeszcze mnie tu nie było. Jeśli mnie spotkałeś, miałeś dziwny sen o drugiej nad ranem.

W samotności nie chodzi o ludzi. nie chodzi o ciebie ani o nikogo.
W samotności chodzi tylko o mnie. Ja sam na sam ze soba, nie mogę siebe znieść. Nie mogę siebie podźwignąc z podłogi, na siebie nie mogę patrzeć. Na tym polega samotność.

Czlowiek jest naprawdę samotny jak nie wie jak ze sobą rozmawiać, jak do siebie dotrzć, jak sam siebie pyta ile słodzi, a potem w milczeniu z samym sobą pije gorzką herbatę.

Pachnę banałem. Próby wietrzenia nie przynoszą skutku.


  10.05.09 godz.14:01

Czasam sama się sobie dziwię, że jeszcze tutaj jestem, że jeszcze oddycham tak gładko. Czasem się dziwię, że jeszcze tylu rzeczy nie dotknęłam, tylu nie widziałam.
Czasem sama sobie się przyglądam, chociaż znam siebie całkiem dobrze i nie mogę się nadziwić ilu rzeczy jeszcze w sobie nie widziałam.
Czasem sama ze sobą mam najwięcej wspólnego. Czasem nie potrzebujemy innych dzielników, sami przez siebie. I sami sobie dziwimy się cicho. Powiem Ci coś o Mnie i o Sobie.



Znalezione przypadkiem. Ech, sentymenty. może coś z tego dalej będzie? //muz. Aarktica "Intro to Arms"
i nienawidzę youtuba :( niestety inne sposoby zawiodły.. help.

«..i'm a rabbit in..




 2.05.09 godz.15:14

Kłosy wieczorem są ciężkie od parujących dni letnich. Słowa sypią się ze mnie kiedy dojrzewam w szczerych rozmowach. Ty jak wielki ptak wydziobujesz z nich całą prawdę, albo tylko jej część. Ziarno po ziarnie chcesz wiedzieć coś o mnie. Słowo po słowie ze mnie wydziobujesz. Ale słowa ciągle we mnie odrastają. Na miejsce jednego, wykwita na mojej skórze kilka kolejnych, całkiem nieistotnych być może.
A ty nade mną krążysz, moje słowa zabierasz do swoich gniazd. Ty moje słowa wydziobujesz z ziemi, nawet te które szeptem zasiałam na uboczu. tylko te być może miały w sobie ziarno prawdy.

SZ-E-P-T
SZ-E-P-TY.

Słysze tylko twoje szepty. ja ci kiedyś powiem, o jakiejś późnej godzinie, w miejscu jakimś ciemnym: szepMY. szepmy, bo już nie jesteśmy sami.
«..green plastic trees..


 1.05.09 godz.01:58

Na swój obraz niespójny, sklejam się w bólu.

sklejam

Dziś postanowiłam, że zamiast jak zawsze się rozklejać, rozwarstwiać, rozpadać na wycinki z różnych rozmów, skleję się w całość jedną i niepodzielną. Nakleję swoje skrawki na białe prześcieradło, które będzie pachniało krochmalem i czystymi snami. Skleję się na ślinę, oko po oku, ząb za zębem, uzupełnię braki, uszczerbki na zdrowiu, ubytki w tkance miękkiej zjedzonej przez czas.
Ja się dzisiaj skleję, scalę się ze sobą, brzegi własne wyrównam.

***Jestem w stanie absolutnego kryzysu i załamania. Właściwie to jestem nie-wstanie. I niewstanie z łóżka jest moim marzeniem każdego ranka. Co teraz co teraz co teraz.
«..for people like us there aro no happy endings...only endings..


 30.04.09 godz.01:13

Tak się bawimy w patrzenie na siebie. Od czasu do czasu, bardziej spode łba, bardziej z ukosa, rzucamy spojrzenie poza pole widzenia. Tak się czasem bawimy w patrzenie na siebie, chociaż każde z nas patrzy znacznie dalej niż "my".
Tak się czasem bawimy w patrzenie uporczywe, które nas męczy tak, że zasypiamy twarzami do ściany.
Tak się bawimy czasem w patrzenie na siebie wzajemnie, ja zwykle bardziej w sufit, ty zwykle bardziej w podłogę.

mam na nas oko
Oko stało puste przez tyle dni, wysychało od patrzenia na ten sam widok przez okno. Więc oko zamknęłam, do odwołania. Przynajmniej do rana.

***to nie jest materiał na blok i nie miał być nim wcale. Jakaś zła passa zaciążyła nade mną, tak sobie przynajmniej wmawiam. Ci! łamię zatem passę albo sobie głowę... zawsze zastanawiało mnie jak to jest możliwe.
«..any place, even in my dreams..


 28.03.09 godz.11:57

Chwilę przed snem słyszę szmery w ścianach. Nocne życie sąsiadów, wieczorny szum toalet. Płynie w rurach pot i zmęczenie całego dnia, Szare mydliny, ułamki słów, sprawy niedokończone. Te kłótnie półgłosem i pospieszne gody Moi sąsiedzi nie śpią ze sobą od lat Ich szepty urywają się nagle Jakby sen wyciszył je w pół słowa, wpół do pierwszej A sąsiedzi nie śpią i nasłuchują kolejnych poranków. Łóżka mają podwójne, pragną pojedynczo. Psy sąsiadów wąchają się nocą przez ściany Ostatnie migotania świateł, lamp nocnych I aż do szpiku, do samych stropów zapadają się w noc.
A nocą słyszę szmery w sercach sąsiadów
Kroki lunatyków i pożądanie cudzych żon.

pssst!
nieposkładane. W tym pudełku po zapałkach, nic się już nie zapali, zasypiamy grzecznie, nie budząc sensacji, nie budząc w sobie wzajemnie żadnych zbędnych uczuć.
«..and compared to me everything is nothing ..


 14.04.08 godz.17:08


Cały dzień siedzę, robię puste kształty na obraz i podobieństwo.
Cały dzień siedzę, gapię się na przezroczyste kulki, które rodzą się z każdym moim oddechem.
Siedzę i patrzę na mydlane bańki, które nic nie mają poza cudzym światłem, które jak księżyce zabierają odblaski, jak tęcza są niczym, nic niewarte.

Cały dzień tworzę swoje puste kształty. Mydliny zbierają się we mnie aż mdli. Nie mam nic do powiedzenia, nawet sobie.
Z czyichś ust wypadłam. uleciałam chwilę. tylko dzieci się nabrały na moje kolory. Została mokra plama, w łóżku, wielki wstyd.
Po pustym moim kształcie. tylko wielki wstyd.


Wypijam łyk mydlin do produkcji baniek, bo coś trzeba robić w akcie desperacji. Czymś się wypełnić, z czegoś ubić pianę na życie, na bezy słodkie każdego dnia.
Teraz tylko czekam, aż się we mnie spieni, aż się zmienię w lekkie i beztroskie, w kolorowe i ciche. Teraz tylko czekam aż sobie polecę, aż mnie będą podziwiać choć przez sekund pięć. Potem możesz mnie igłą jak w Chrystusa bok.
Okrąg narysuję mokry na podłodze, wyschnę, zapomnimy co tu kiedyś było.


 9.03.08 godz.18:29

My goldfish died today.
Czerwona ryba mojej krwi. Niemo opadła na samo dno. Ostatnia czerwona plamka, bezsilnie, jak czerowny kamień. Czerwona ryba na szarym dnie.

Czerwona ryba mojej myśli, na tle szarej tkanki. Jedny promień, ogień migający w wodzie. Jedny żywy blask, rubin szlifowany przez słońce w coraz piękniejsze odcienie.

Ostatnia czerwona ryba, która w akwarium moich myśli mąciła wody. Ostatnia kropla krwi, która w szybkiej dyfuzji barwiła moje ciało.

My goldfish died today.
They told me not to be sad
It is just a matter of time

little heart in a bubble

Ryby spłynęły ze mnie jak nic. Odleciały z moich wód, może nie na zawsze. Bledsza jestem i słabsza, anemiczna i cicha. Cała krew wypłynęła w bezbarwnych ciałach ryb.
«..dajesz mi niespokojne myśli i niepokoje..


 5.01.08 godz.14:45

Nie składam się w 65% z wody. W 100%. Wprzelewam się w sobie, wypływam bez kształtu, bez zapachu i smaku.
Fale odbijają się o skaliste brzegi mojego ciała. Spieniony bałwan burzy się w mojej głowie. Jestem albo mnie nie ma. Zaleznie od przypływów życia.


Jestem kroplą, która chce się wygrzać na słonecznym kamieniu.
I płatkiem śniegu, który chce żeby go zabrać do ciepłego domu.
Splunięciem, które chce być na szczęście.
what-er?

Rozbijam się ciałem o okno twojego oka, spływam po tobie jak nic. Wpadam do kałuży i właściwie nie wiem, co jest poza tym. Całe życie sprowadza się do oglądania kolorowych plam oleju, które tłustymi chmurami zasiedlają niebo.
I tak całe życie tylko obijam się o szyby i nie mogę wejść do środka. Całe życie, tłusta plama oleju na powierzchni. Żyję powierzchownie.
«..I want a perfect body..


 31.12.07 godz.03:13

Ile jeszcze powietrza zdążę złapać. Ile czystego tlenu. Aż sama stanę się powietrzem. Aż stanę się czysta.
Z moich ust poleci pierwszy pęcherzyk oddechu. Pęknie pod naporem świata. Na setki kropli. Na deszcz na moje ciało.
Pierwszy oddech, bez krzyku.
Pierwszy oddech świadomie. Bo wiem, że mogę umrzeć.
Gdy zakrywa mnie woda wiem, że mogę umrzeć. Wiem, że wrócić mogę do czyjegoś łona.

Pierwszy oddech z własnej woli. Gdy wynurzam się z ciężkiej wody.Z własnej woli.Z własnej wody.

czysta

Jak tak leżę jestem czysta. Nie ma na mnie nic, we mnie nic brudnego. Nic, co nie byłoby mną. Zobacz jaką skórę mam gładką, w gęstej, ciepłej wodzie, jaka jestem.
Nie mam żadnej myśli. nic oprócz echa moich przedsionków. Nic prócz milczenia. Nie jestem niczym więcej. tylko wodą, która po mnie i we mnie przepływa.Zupełnie miękka i płynna.Zupełnie przejrzysta.zupełnie gładka i bezbarwna.NIe jestem niczym więcej. Nie chcę być niczym więcej. nie muszę udawać tu, że jestem Czymś. I mogę myśleć, że tak będzie po śmierci. To dobra myśl.
«..No alarms and no surprises (get me outta here)..


 8.12.07 godz.16:00

Jestem brudem, który wpadł Ci w oko. Pocierasz grzbietem dłoni, zmęczony, w środku nocy.
Jestem okruchem, który znaczy na czerowno białka twoich oczu, który Cię uwiera, tóry jest Ci obcy.


Jestem kawałkiem światła, ktróy wpada w Twoje oko. Mrużysz. Jestem fotonem, który błądzi w ślepym korytarzu twojej źrenicy.
Oślepiony widzisz obrazy, które wyświetlam Ci na ścianach Twoich powiek.

Jestem tym, co wpadło Ci do oka. Co na samym jego dnie zlepia Twoje marzenia w krótkie fabuły snów. Jestem tym, co nie pozwala Ci spać, natrętną wizją, która siedzi z tyłu Twojej głowy.

wszystko w kulkach
Patrzę na wszystko przez szklane kulki, które szczęśliwie potoczyły się do oczodołów. Patrzę na niezrozumiały, niemy teatr scen przystankowych, zza szyby tramwaju nieproszony widz. Patrzę na cudze życie w żółtych prostokątach okien, na odbicia witryn i przez dziurki od klucza.
Patrzę na to, co żyje obok i zastanawiam się, czy ja żyję tak samo. Patrzę i nie wiem, czy ktoś patrzy na mnie. Patrzę, bo myślę, że kiedyś mogę oślepnąć. Fotografuję dla pamięci.
«..What the hell am I doin' here?..


 25.11.07 godz.23:45

Ciało mam w kształcie wazonu. Ciało ze szkła, kruche i zimne.
Włożył do mnie kwiaty. Sterczy w moim kręgosłupie ciągle żywa łodyga. Kwitnie w mojej głowie. Słodki zapach w nosie, słodki smak miodu.
W mojej głowie kwitnie i przyprawia o zawroty. W mojej głowie kwitnie, fotosyntezuje. Żyje/ę.

A jeśli zwiędnie on i ja razem z nim? Jeśli wyleje się cała woda życia i uschnie, a z nim ja uschnę?
Póki co kielich dłoni pachnie. Póki co motyl dotyku siada na ramieniu.

Póki co jeszcze myślę. Jeszcze mam sny. Póki co oddycham i ciągle jeszcze czuję. Jeszcze ciągle głęboko.

please back me up

Kwiat zatopiony w moim ciele nigdy nie zapuści korzeni. Choć czuję głęboko i śnię jeszcze barwnie. Chociaż myślę jeszcze dużo i oddycham z zachwytem to jeszcze nie tak. To jeszcze za płytko. Ciągle jeszcze jak dziecko.
Bo tak jest, jak człowiek marzy o orchideach, a ma w sobie coś na kształt dzikich fiołków. To boli.


 17.11.07 godz.00:20

Na obraz i podobieństwo? Bóg był mocno zmęczony. Powstałam w okolicach 6 dnia i ręka już drętwiała od całych pokoleń. Zresztą każdy taki niedomalowny bo czymś w życiu zająć się przecież musi.

Poprawię zatem, co poprawić można. Ot choćby domaluję drugie brakujące serce. Trochę usta wykrzywię w niegroźnym grymasie. Trochę kręgosłup moralny zaznaczę przerywaną linią.
Nie zostałam przecież do końca narysowana. Dlatego tutaj jestem. Mam życie na poprawienie swoich niedociągnięć, swoich linii prostych i papilarnych.
Jak już wreszcie znajdę pasujące kolory, palce u nóg wyprostuję i domaluję idealny nos... wtedy ubiorę się w białą koszulę. W końcu to świeto, kiedy biorą cię do nieba. To święto, kiedy wreszcie po życiu stajesz się idealnie stworzony na obraz i podobieństwo Boga. (na) mnie rysuj

Mówią, że w życiu trzeba się formować i zmieniać na lepsze (albo na cokolwiek). Mówią, że trzeba nad sobą pracować, wypracowywać siebie czy jakoś tak. Dlatego przecież urodziliśmy się tacy pokraczni, tacy nijacy i niedokończeni. Takie zadanie dla wytrwałych, którzy malują się na obraz i podobieństwo boże aż do śmierci.

Zaczarowany ołówek.

A ja się zgapiłam przecież i zamiast malować to, co w życiu ważne, malowałam oczy i usta i ryby i wilki i sny przeróżne. I wszystko tylko nie to, co ważne.
«....
 26.07.06 godz.00:06


Czasem zamykając się w kapsule mojego prysznica uświadamiam sobie czas.
Krótki czas paznokci. Ostateczny czas piersi. Połowiczny czas brzucha. Wieczny czas pieprzyka na udzie.

Uświadamiam sobie czas jaki był i jest. Na oko. Na rosnące włosy.
Czas tylko w kategoriach teraz, już, dawno, zawsze.

Dziwnie uświadamiać sobie że jest się zmaterializowanym czasem .

Ciężko pogodzić się z tym, że czas to banał rosnących paznokci.


Jestem Czasem. Fatalnie przemijam. Jesteś czasem. Przemijasz.

nie poszukuję czasu nierealnego.poszukuję go w sobie

Czasem maluję paznokcie. Gdy lakier pęka, mogę udawać że paznokcie rosną na moich oczach. Że czas sie dzieje na moich palcach.
«..To znowu bracia Marks Flip i Flap..


 19.03.07 godz.17:51


papiery.kamienie.walka na noże.




 2.03.07 godz.00:20


Przeczytałam, że czasu nie ma.
To co było już nie istnieje, tego co będzie jeszcze nie ma. To co się pojawia już nalezy do przeszłości jak tylko zaistnieje.

Odkryłam, że czas jest jeszcze. Nie wiem na jak długo. Może póki w to wierzę.

A póki czuję, że jeszcze jest koło mnie czas, skrupulatnie zbiorę kilka sekund. Minutę.
Jak już się skończy, jak już prawda wyjdzie na jaw i nawet ja zrozumiem, że czasu nie ma, zostanie mi minuta ostatniego wdechu, żeby powiedzieć Ci dobranoc.


jestem tu na chwilę. przyszłam tutaj po chwilę. po tę chwilę, którą uda mi się złapać.
potrzeba czasu.
Found on http://radio.socialtechnology.net/?q=taxonomy/term/7



Fakt, czas chyba znika. Nie wiem gdzie zaliczyć siebie. I teraz.
Pocieszam się tak naiwnie, gdy na górze mam datę. Otwartą datę, pod którą mam dzień i czas. I mogę zmieniać. kasować. pisać.
Chwila na moje konto. Chwilowa milionerka.
«..nerwowo trzymasz mnie za rękę w atomową noc..pytasz gdzie jest dzień..




 14.04.07 godz.21:34


Chiromancja stosowana.




Jestem oazą spokoju. Połóż się w moim cieniu.
W cieniu moich rąk możesz dzisiaj spocząć.
We wgłębieniu moich dłoni możesz począć się na nowo.Narodzić się jeszcze raz.Możesz być.



Przejdź do mojego cienia.
To lepsze niż ja cała.

tylko wyobraźnia.mój cień to wyobraźnia.



am i handy?


Gdyby nie wyobraźnia nie było by nas tutaj. Kto zdołałby przeżyć mając tylko jedno życie?


"Nie chcę ostygnąć w Twoim cieniu". W wyobraźni nie stygniesz,nie marzniesz,nie idziesz.W wyobraźni trwasz tak długo jak cień.
«..Please please don't tear your heart from me..





 24.04.07 godz.21:14


I'm raining. be with me rain or shine.



Rozmieniam się na krople. Uwierz, że to Bóg mnie zesłał z chmury deszczowej.
Uwierz, bo może jesteś z cukru i całkiem sie przy mnie rozpuścisz. Byłoby śmiesznie.
Uwierz, bo może jestem przelotnym opadem na twojej prywatnej pustyni.
Uwierz, bo może tak właśnie jest. Uwierz, bo mogę przeminąć, mżyć i odejść. Teraz padam, ale jestem. chociaż tyle.bo jestem


Ciepłym deszczem. Cierpnie Ci skóra jak dotykam. Przyjemnie.
i'm raining


Zbieram się od kropli do kropli. Zbieram się w sobie, żeby wreszcie stać się całością. Krople są nieuchwytne i niestałe, a ja chcę się uchwycić i scalić w jedną kałużę.

Jestem-skraplam się-padam-paruję.. Mam ciągle problem ze stanem skupienia. Mam problem z byciem całością.


as small as Thumbelina. as unimportant as Thumbelina.
..Black ships ate the sky and flying moons scare children..




 2.05.07 godz.00:44


Autobus, na który nie zdążyłam dobiec.
Telefon, który przestał dzwonić gdy tylko zdążyłam sięgnąć po słuchawkę.
Winda, która odjechała zanim zdażyłam nacisnąć guzik.
Ludzie, których nie zdażyłam poznać.

Gdzie są te minuty przesunięcia? Ten obszar wspólny między moim czasem a czasem uciekającego autobusu?
Gdzie ta minuta, która dzieli nasze strefy czasowe? Minuta, którą gubię. Minuta, która mogła zmienić ruch wszystkich trybików i kół zębatych.

Ile jest rzeczy, które tak się nieświadomie mijają o pojedyncze minuty? Rzeczy, które nie zdążą się spotkać, które nie zdążą się zderzyć. Które nawet nie zdołają na siebie spojrzeć.

Co dzieje się z czasem, który jest pomiędzy tym co jest i tym co byłoby gdyby..
Co dzieje się z minutą gdy ja biegnę a telefon przestaje dzwonić. gdy winda odjeżdża.gdy tramwaj rusza.

Co z tymi minutami, kiedy ja wyszłam za wcześnie, i kiedy Ty przyszedłeś za późno?



time machine life machine

Minuty zebrane z przesunięć. Minuty "gdyby". Minuty spotkań przypadkiem. Minuty z chwil, które mogłyby zmienić wszystko, a które nie zaistaniały.
Te minuty składają się na moje alternatywne życie. Na życie gdyby. Ten zagubiony czas odkłada się w mojej wyobraźni. Napędza jej tryby, które produkują wydarzenia, których nie było. Wydarzenia "gdyby", wydarzenia przypadków które nie miały miejsca. Wydarzenia, które mogłyby być, gdyby nie te przeklęte nasze wewnętrzne czasy.
Wierzę, że mogłyby gdyby.
«..in the letter that you wrote were the words you never spoke..




 6.10.07 godz.00:35


Za-miast się bać tkwię po środku miasta. Jak nigdy nic. Nie byłam tu nigdy. Zawsze byłam nic.

Wszystko mnie otacza. Nie ma wokół mnie nic.
Widzę coś obok. Nie dotyka mnie to, więc zamykam oczy. Nie obchodzi mnie.


Wrastam w miasto. nie wiem gdzie sie kończę na szarej ścianie, nie wiem gdzie jestem ja gdzie miasto.
Wnikam w ściany.Nie wnikam w nic co jest poza mną. W nic poza moje ciało, poza kawałek miasta, który zajmuję.
Królowa.zamiast się bać, biorę 160 cm miasta w posiadanie.
miast.

Jadę przez miasto i czuję, że jestem w nim. Ze mną jest, we mnie. Obserwuję jakby to moje życie zawiesiło się w zatęchłej bramie. Ono jest tak samo jak ja zmęczone. Tak samo stoi, udaje, że nic, że złe i brudne.
A nic innego mnie nie obchodzi. Wszystko inne znika. Nie ma tego, co mnie nie dotyka. Znika to, co nie należy do mnie i czego nie pożądam. Ja siebie obchodzę, kilka razy nawet. Ciebie miasto, Ciebie też. Tylko ja Cię obchodzę.
Możemy milczeć przez szybę w tramwaju. Nie mijamy się nigdy. Zawsze w dobrym miejscu stykam się z moim miastem. Takie jak ja.
Królowa Pik.
«..Więc jeśli chcesz chodować diabła..




 22.07.07 godz.23:20


Make-me-up.

Ja tak robię każdego ranka. Inaczej kartka prześwitywałaby przeze mnie. Inaczej by mnie nie było. Inaczej nie śmiałabym wyjść.
Maluję kratka po kratce, linia po linii. Zaznaczam swój kontur. Inaczej nie wstanę z łóżka. Inaczej będę cieniem, który uczepi się bruku.
Jestem zupełnie bezbarwna. Całkiem transparentna. Nijaka do granic. Powiedzmy, że jestem.

So make-me-up. face up the next day.
make-me-up. to face up the next day.

W przedszkolu człowiek zawsze musi narysować twarz. Nie ma kredki o kolorze twarzy. Można pomalować na rożowo albo na żółto. Ale różowe są świnie, a żółte jest słońce.
Można zostawić białą kartkę. Przestrzeń przebija przez twarz.
Nie wiem jaki jest mój kolor. Kazano nam nazywać, a ja wciąż nie wiem czy bardziej jestem żółta czy różowa. Czy bardziej przezroczysta. Co mogę o sobie powiedzieć? Co mogę stwierdzić raz na zawsze?
Zmywam wieczorem twarz.Taki może być kolor mojej twarzy.#FCC66F.
«..bajo la penumbra sin farol se dormiran..


 8.11.07 godz.20:08

Teraz można czekać
«..w szczerym polu ..



© Lanek
home
blok
hm
kidnapping
zdj
wpis